No może nie dokładnie "o nas" (gospodarzach
strony), ale o koncertach i spotkaniach “W Górach...” Znajdziecie
tutaj wybrane artykuły prasowe, z których można dowiedzieć się
między innymi, że najwięcej turystów w góry przyjeżdża z Trójmiasta,
najbardziej klimatyczne schroniska znajdują się w Tatrach albo że na
koncertach brakuje... ognisk. Nic dodać, nic ująć. Poczytajcie sami
i - jeśli macie ochotę - polemizujcie z autorami artykułów. Nam
najbardziej podobał się tekst o turystach z Trójmiasta...
Zgodnie z rytmem przyrody i porami roku, kończy się sezon górskich wędrówek. Na kilka miesięcy do szaf powędrują plecaki, karimaty i śpiwory, wspomnienia z wycieczek ożywią zdjęcia. Ale nie tylko - kto już tęskni za górami i połoninami może przez najbliższe trzy dni wędrować po nich za sprawą koncertów Studenckiego Przeglądu Kulturalnego "W górach jest wszystko co kocham". Nazwa festiwalu, który startuje dziś w stołówce Politechniki Wrocławskiej, mówi właściwie wszystko - cały weekend w klimacie Krainy Łagodności, folku i poezji, przez cały weekend o górach. Start już dziś wieczorem - w koncercie "Spieszmy się kochać ludzi." wystąpią zespoły folkowe: Yes Kiez Sirumen, Są Gorsi, 40 Synów I 30 Wnuków Jeżdżących Na 70 Oślętach (zaprezentują materiał z nowej płyty), Chudoba i Wojownik Światła. Na początek festiwalu muzyka ludowa i poezja inspirowana wartościami chrześcijańskimi, a już jutro całonocne śpiewanie pod hasłem "Góry, góry jak domy!". Wystąpią grupa artyści związani z projektem "W górach jest wszystko co kocham" - zespoły Pelton i Dom o Zielonych Progach, które można usłyszeć na płytach wydawanych w ramach tego projektu. Prócz nich zaśpiewają: Maciej Służała, Robert Marcinkowski, Apolinary Polek oraz grupy Na Bani, Raz Do Roku, Siudma Góra, Gościniec i Cisza jak Ta. Wcześniej, o godz. 17.30, w konkursowe szranki staną młodzi wykonawcy, a laureatów poznamy w niedzielę na koncercie popołudniowym. Zakończenie festiwalu również w niedzielę - wieczorna impreza to kolejny jubileuszowy koncert Wolnej Grupy Bukowina, która w tym roku obchodzi trzydziestopięciolecie istnienia. Tym razem nie będzie to tylko akademia ku czci - koncert "Niechaj zalśni Bukowina!" dedykowany jest legendarnemu bardowi i poecie, Wojtkowi Belonowi, współzałożycielowi Wolnej Grupy Bukowiny. Dostojni jubilaci zaprosili do wspólnego grania Pawła Orkisza, legendarna grupę Browar Żywiec oraz zespoły Seta i Bracia Pomian. Niedzielnemu koncertowi będzie towarzyszyła wystawa pod tym samym tytułem autorstwa Agnieszki Stalkoper z Kanady.
Rafał Zieliński
Koncerty i wystawy Przeglądu odbywać się będą w Stołówce Politechniki Wrocławskiej, ul. Smoluchowskiego 27. Szczegółowy program i ceny biletów stronach muzycznych.
"W górach jest wszystko, co kocham..." - to niezwykły koncert prezentujący piosenkę poetycką i autorską, poświęconą piękny przyrody i gór, inspirowaną wędrówkami po górskich szlakach, dolinach i uroczyskach.
Wieczór wypełni poezja narodzona z dala od mazurskich jezior, ożywiona gitarową (i nie tylko) muzyką. Na scenie zobaczymy ludzi, dla których sens życia stanowią wędrówki po górach, śpiew przy ognisku i ciepło górskiego schroniska. Artystów tych rzadko można usłyszeć na scenie, częściej ich muzyka rozbrzmiewa wśród górskich krajobrazów.
Sławiąc góry Koncert ten jest jednym z wielu organizowanych w kilkunastu największych miastach Polski - m.in. w: Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Katowicach, Lublinie, Łodzi i Poznaniu oraz schroniskach górskich, które jako całość stanowią projekt poetycko-muzyczny. Cały ten cykl, jak i płyty wydane przy jego okazji, jest uhonorowaniem poezji Jerzego Harasymowicza, hołdem złożonym poecie sławiącemu przez całe swoje życie Beskidy.
W Olsztynie Aula Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego gościć będzie zespół Dom o Zielonych Progach, w którym grają i śpiewają muzycy pochodzący z różnych stron Polski, grupę Pelton - zespół muzyków ze Śląska, Warszawy i Torunia, krakowskiego artystę Apolinarego POlka oraz trójmiejski zespół Na Bani. Większość utworów, które usłyszycie, to autorskie piosenki artystów, jak również kompozycje do wierszy Jerzego Harasymowicza i Wojciecha Bellona. Warto dodać, że wykonawcy, którzy przed wami wystąpią, mogą poszczycić się dużymi osiągnięciami na wielu przeglądach piosenki poetyckiej, studenckiej i turystycznej, takich jak Yapa czy Bazuna. Ich występy charakteryzują się ciekawymi aranżacjami, dynamizmem, żywiołowością, wysokim poziomem artystycznym oraz szerokim instrumentarium (gitary, skrzypce, gitara basowa, instrymenty perkusyjne i in.). W trakcie koncertu do nabycia będą wspomniane płyty, zawierające m.in. utwory wykonywane przez zespoły występujące w projekcie. Aula uniwersytecka przy ulicy Głowackiego 17 będzie miejscem koncertu pt. "W górach jest wszystko co kocham...", w piątek, 8 grudnia 2006 r., godz. 19:00, na który wszystkich serdecznie zapraszamy.
Piosenka towarzyszy turystom na szlaku od zawsze.
Mało kto docieka, skąd się wzięła - po prostu, w czasie biwaku w
górach czy na spływie, ktoś zwykle wyciąga gitarę, zaczyna śpiewać,
dołączają inni, tekst i melodia są zwykle jakoś dziwnie znane... A
przecież ktoś był pierwszy, od kogoś się to zaczęło. Niewykluczone,
że był to Jerzy Harasymowicz, poeta Beskidu - a za nim podążyli
inni. I podążają po dziś dzień.
Nie wszyscy słyszeli jego nazwisko, choć prawdziwi
turyści powinni. Jerzy Harasymowicz urodził się i wychował na
pograniczu Beskidu Sądeckiego i Niskiego, w okolicach Krynicy. Od
początku tkwił w greckokatolickiej tradycji tego regionu i stale, aż
do jego śmierci, cerkwie, ikonostasy i cała galeria wschodnich
świętych towarzyszyły twórczości poety. Nie był jednak Harasymowicz
jedynie piewcą gór - niemal równie ważne dla piosenki turystycznej
stały się jego wiersze z okresu krakowskiego, gdy przedmiotem jego
zainteresowania stały się zwierzynieckie przedmieścia, ze słynnym
już Barem Na Stawach na czele. Jednak pod koniec życia Jerzy
Harasymowicz znów chętnie wracał w góry, spędzając mnóstwo czasu w
Bieszczadach, gdzie napisał wiele spośród swoich ostatnich wierszy.
I był Beskid, i były słowa...
Pejzaże opisane ręką mistrza Harasymowicza odkrył
inny, znacznie od niego młodszy, choć zmarły wcześniej poeta. Był
nim Wojtek Bellon, założyciel i spiritus movens
najsłynniejszego bodaj zespołu parającego się piosenką turystyczną -
Wolnej Grupy Bukowina. To on przypomniał zakazane przedmieścia
Krakowa w piosence „Bar Na Stawach", szukając po latach na
Zwierzyńcu śladów „wierszy mistrza". To on opisał magiczny Beskid
Niski w „Pejzażach harasymowiczowskich", jednej z najbardziej
znanych na szlakach piosenek, której - jak się zdaje - nie byłoby
bez wiersza „W górach" Harasymowicza. Wiersz ten sam doczekał się
zresztą już co najmniej czterech aranżacji muzycznych: krakowskiej -
Andrzeja Mroza, warszawskiej - Elżbiety Adamiak oraz
całkiem niedawnych, pochodzących z ostatnich dziesięciu lat wersji:
gdańskiej - zespołu Na Bani i wrocławskiej - grupy Kilku Przyjaciół,
która przekształciła się następnie w zespół Dom o Zielonych Progach.
Wojtek Bellon, twórca słynnego „Majstra Biedy", „Cześka piekarza",
„Rzeki", „Bukowiny" czy piosenki „Chodzą ulicami ludzie", zmarł
przedwcześnie i sam stał się legendą górskich szlaków, większą
nawet, niż jego mistrz. Poezja, której życie dał Jerzy Harasymowicz,
którą na nowo ożywił i oprawił w muzykę Wojtek Bellon, przeżyła ich
obu. Tym samym szlakiem podążają dziś ich następcy.
Wspólnym szlakiem
Wśród nich są właśnie członkowie zespołów Na Bani,
Dom o Zielonych Progach, a także Bez Zobowiązań - grupy prawdziwie
wolnej, bo nawet geograficznie ze sobą nie związanej:
krakowsko-rzeszowsko-sosnowieckiej. Zespół Na Bani powstał
najdawniej, bo dziesięć lat temu - choć bywało, że na długo
zaprzestawał działalności. Nazwa zespołu pochodzi, wbrew pozorom, od
szczytu w Beskidzie Żywieckim, choć nie bez znaczenia są również
związki grupy z nurtem barowo-piwnym piosenki turystycznej,
zapoczątkowanym przez wspomniany „Bar Na Stawach". Grupa Na Bani,
choć w zmieniającym się składzie, konsekwentnie kroczy szlakiem
wytyczonym przez wielkich poprzedników, wpisując się w wyznaczone
przez nich standardy, choć i dodając do nich własny koloryt,
wypływający z częstych górskich wędrówek. Poezja Harasymowicza oraz
Bellona stanowi dla tych muzyków i poetów jedynie punkt wyjścia dla
własnych dokonań, choć ich efektem są czasem kontynuacje - jak
tryptyk powstały z połączenia „Zburzenia baru" Jerzego Harasymowicza
(piosenki śpiewanej przez inną gdańską grupę - Słodki Całus od Buby),
„Baru Na Stawach" Wolnej Grupy Bukowina i kończącego cykl utworu „Rekwije
dla baru", autorstwa Na Bani. Podczas jednej z wędrówek, wśród
bezdroży Beskidu Niskiego, doszło do spotkania Na Bani z członkami
Domu o Zielonych Progach. Odtąd spotkania były częstsze i
krystalizować się zaczęły wspólne projekty muzyczne, okazało się
bowiem, że oba zespoły chętnie sięgają do tych samych źródeł. Dom o
Zielonych Progach częściej bazuje jednak na tekstach samego mistrza
Jerzego i szczyci się licznymi sukcesami w prezentacji tych dokonań
przed publicznością w całej Polsce. Zespół przywiązuje wagę do
rozbudowanych, multi-instrumentalnych i wielogłosowych aranżacji,
znany jest też z melodii łatwo wpadających w ucho. Niektóre, choć
wiekiem młode, już stały się szlagierami na beskidzkich szlakach. Na
drugim biegunie znajduje się twórczość zespołu Bez Zobowiązań,
zawiązanego dopiero w tym roku, choć jego muzycy grają i chodzą
razem po górach od lat. Grupa tworzy utwory bardziej kameralne, choć
nieraz pełne żywiołowej energii, oparte zaledwie na trzech głosach i
dwóch gitarach - jednakże sposób ich użycia przyprawia często innych
gitarzystów o pełen podziwu zawrót głowy. Zespół komponuje muzykę
zarówno do licznych wierszy Jerzego Harasymowicza, jak i do własnych
- znakomitych – tekstów.
Trwały ślad
Wspólnota zainteresowań i coraz częstsze spotkania
na szlaku zaowocowały w końcu ideą pozostawienia po sobie czegoś
trwalszego niż pamięć napotkanych po drodze turystów. Od słów
niedaleko było do czynów - wiosną tego roku trzy zespoły weszły do
studiów nagrań w swoich rodzinnych miastach i wspólnie przygotowały
płytę poświęconą twórczości mistrza Harasymowicza. Muzycy mają
nadzieję, że sukces tego wydawnictwa pozwoli im na zarejestrowanie
także innych piosenek z bogatych repertuarów wszystkich trzech grup.
Na razie promują płytę „W górach jest wszystko co kocham" w
największych miastach Polski. Był już Elbląg i Kraków, będą Wrocław,
Warszawa, Łódź, Toruń i Poznań. W tym tygodniu możliwość, by poczuć
się nad morzem jak w górach, mają mieszkańcy Trójmiasta. W
najbliższą niedzielę będzie miał w Gdańsku miejsce koncert, w którym
poza zespołami Na Bani i Dom o Zielonych Progach wezmą także udział
inni wykonawcy spod znaku gitary i pióra - Martyna Lemańczyk oraz
Gosia i Przyjaciele. Być może na ostatnią chwilę zdąży też Robert
Marcinkowski, krakowski poeta z grupy Bez Zobowiązań. By znaleźć się
duchem na górskim szlaku wystarczy przyjść o 19.00 do Domu Harcerza,
przy ul. Za Murami w Gdańsku. Niewykluczone, że turyści usłyszą ze
sceny Domu Harcerza dziwnie znajome dźwięki...
Dla pierwszych czterech Czytelników, którzy przyjdą
z tym egzemplarzem „Głosu" mamy podwójne bezpłatne zaproszenia - do
odebrania na miejscu przed koncertem. Zapraszamy! Tomasz BORKOWSKI
NOWY SĄCZ. Kiedy Jerzy Harasymowicz przed laty
napisał „W górach jest wszystko, co kocham/ Wszystkie wiersze są w
bukach/ Zawsze kiedy tam wracam/ Biorą mnie klony za wnuka" zapewne
nie przypuszczał, że ten utwór stanie się hymnem kilku pokoleń ludzi
wędrujących po Beskidach, Tatrach i Bieszczadach, że będą go
śpiewały liczne zespoły z kręgu „Krainy Łagodności". Mogliśmy się o
tym przekonać w sądeckim „Sokole", gdzie pod patronatem „Dziennika
Polskiego" odbył się koncert poświecony m. in. właśnie Mistrzowi
Jerzemu i Wojciechowi Bellonowi. W liryczny i radosny nastrój
licznych widzów wprowadziły zespoły: „Dom o Zielonych Progach", „Na
Bani" oraz soliści - Robert Marcinkowski i Pelton. Artyści, którzy
wyrośli z nurtu piosenki turystycznej, rajdowej i poetyckiej, od
kilku lat jeżdżą po całej Polsce z koncertami. Kilka dni temu byli w
Toruniu, Elblągu i Gdańsku, później trafili do Nowego Sącza, by stąd
wyruszyć w Tatry do schroniska Murowaniec, a w niedzielę żeby zagrać
dla krakowian. Przed nimi dalsza trasa: Wrocław, Łódź, Żyrardów,
Warszawa. I bardzo dobrze. Znaczy to bowiem, że jest zapotrzebowanie
na tego typu twórczość. Jakby w opozycji do bylejakości, którą
karmią nas ostatnio stacje radiowe i telewizyjne. Na ten wieczór
warto było przyjść, by porównać wykonanie wspomnianego wyżej wiersza
Harasymowicza. Młodzi artyści przedstawili dwie nowe wersje,
zupełnie inne od ciepłej piosenki z repertuaru Elżbiety Adamiak.
Brawami przyjmowano „Gór mi mało", „Polańską", „A ty tańcz" grupy
„Dom o Zielonych Progach" kierowanej przez Wojciecha Szymańskiego z
Wrocławia. Zespół „Na Bani" (tych, którym nazwa kojarzy się
dwuznacznie informujemy, że wywodzi się ona od Bani w Beskidzie
Żywieckim, a nie od stanu pewnej nieważkości) wykonał m.in.: „Bar na
Stawach", "Deesis" i „Wędrujemy". Z przyjemnością słuchało się też
bluesowych piosenek Roberta Marcinkowskiego i ballad Peltona.
Atmosfera była sympatyczna, zabrakło tylko... ogniska. Ale może
jeszcze kiedyś uda się powtórzyć ten występ w plenerze? Dodatkową
atrakcją była możliwość kupienia płyt zatytułowanych „W górach jest
wszystko, co kocham" i śpiewniczków przygotowanych dla tych, którzy
lubią przy dźwiękach gitary i innych instrumentów sobie pośpiewać.
PIOTR GRYŹLAK
Poezja gór zawita jutro do elbląskiej Galerii EL.
Na wszystkich lubiących podziwiać pejzaże harasymowiczowskie czeka
wieczorny koncert z ogólnopolskiego cyklu „W górach jest wszystko co
kocham". Muzyka rodem z Beskidów ożywi wiersze Jerzego Harasymowicza,
poety sławiącego przez całe życie piękno Beskidów i Bieszczadów.
Koncert będzie też okazją do wysłuchania innych piosenek śpiewanych
na turystycznych szlakach.
Wśród wykonawców są zespoły „Dom o Zielonych
Progach", „Bez Zobowiązań" i „Na Bani", które zawiązały się i
spotkały podczas górskich wędrówek, z gór również czerpiąc
inspirację. Zespoły te wspólnie nagrały w tym roku płytę, której
tytuł (będący cytatem z wiersza Jerzego Harasymowicza) jest zarazem
hasłem odbywających się w wielu miastach Polski koncertów - „W
górach jest wszystko co kocham". Płyta i koncerty poświęcone są
pamięci zmarłego przed trzema laty poety, który wywarł niezatarte
piętno na twórczości niemal wszystkich wykonawców muzyki z gatunku
piosenki turystycznej, nie wyłączając kultowej Wolnej Grupy
Bukowina.
Zespół „Dom o zielonych progach" założony został
przez grupę muzykujących turystów z Wrocławia, choć jego stałym
elementem są również członkowie nie istniejącej już grupy „Dnieje" z
Elbląga, znanej miłośnikom poezji śpiewanej w całe j Polsce.
„Dom..." częściej można usłyszeć w górach, niż na scenach
estradowych, choć pojawia się na niektórych festiwalach piosenki
turystycznej
Podczas tegorocznej YAPY zdobył pierwsze miejsce
jako najlepszy wykonawca piosenek turystycznych, nagrodę
przewodników SKPB Łódź za piosenkę „Gór mi mało" (w innej wersji
śpiewaną przez „Na Bani") oraz nagrodę publiczności.
Drugim wykonawcą będzie rzeszowsko-krakowska grupa
„Bez Zobowiązań". Jej twórcy spotykają się i regularnie muzykują
niemal wyłącznie podczas górskich wędrówek. Jako formalny zespół
zebrali się specjalnie dla nagrania płyty „W górach...". W
repertuarze tej grupy znajduje się bodaj najwięcej zaadaptowanych
wierszy Jerzego Harasymowicza, choć nie brak w nim także doskonałych
utworów autorskich, jak np. „Uwielbiam przełęcze".
Niejednoznaczna nazwa grupy „Na Bani" pochodzi od
szczytu w Beskidzie Żywieckim, jednak nie bez znaczenia są również
powiązania zespołu z nurtem „barowo-piwnym" w piosence turystycznej.
Podobnie jak pozostali, „Na Bani" częściej koncertuje w górskim
plenerze, niż na deskach scen. Ponieważ jednak zespół pochodzi z
Trójmiasta, jest etatowym uczestnikiem i zarazem laureatem festiwalu
Bazuna, jednego z najstarszych festiwali turystycznych w Polsce.
Oprócz tych trzech grup, które niebawem promować
będą swoją płytę również m.in.w Krakowie, Wrocławiu, Toruniu i
Gdańsku, podczas elbląskiego koncertu wystąpi Martyna Lemańczyk,
laureatka licznych festiwali - Bazuny, Bieszczadzkich Aniołów, czy
przeglądu w Świeciu.
Galeria EL Jest miejscem posiadającym w sobie to
coś, że chętnie wraca się do niego - mówi Wojtek Szymański, lider
„Domu o Zielonych Progach" i pomysłodawca płyty. • Wpływ na to ma
kilka czynników - gotyckie stare mury, witraże, a przede wszystkim
klimat jaki tu stworzyli gospodarze tego miejsca. Sobotni koncert
jest adresowany przede wszystkim do miłośników gór, poezji oraz
osób, które lubią piosenki z nurtu Krainy Łagodności. Pomysł
zorganizowania tych koncertów nie zrodził się przypadkowo. W tym
roku obchodzimy Międzynarodowy Rok Gór i w całym kraju realizowane
są w jego ramach różne projekty. Jednym z nich jest właśnie cykl
koncertów „W Górach...". Ich ideą jest ukazanie twórczości
poetycko-muzycznej ludzi wędrujących po górach, a także odkurzenie
starych, często zapomnianych piosenek ze szlaków.
Wszystkich zainteresowanych zapraszamy w sobotni
wieczór do Galerii EL. Bilety na koncert kosztują 7 zł (ulgowe) i 12
zł (normalne). Koncert rozpocznie się o godzinie 19.00.
Tłum szczelnie wypełniał teatralną salę. Około
dwustu osób - część stłoczona na stopniach i we wnękach starych
murów. Hasło: „Góry nad morzem" zadziałało, wbrew niejakim obawom
organizatorów. Ale czyż mogło być inaczej, skoro tam, na beskidzkich
szlakach, do najczęściej spotykanych wędrowców należą właśnie ci z
Trójmiasta?! Więc kiedy teraz, w beznadziejnym listopadzie, gdy już
wspomnienia z wypraw i ognisk zaczynają się zacierać, można było
posłuchać TEJ właśnie muzyki - przyszliśmy.
Tę muzykę docenia naprawdę ten tylko, kto schodził
buty na wędrówkach. Ten, kto zauroczony pierwszy raz górami,
powracał tam potem znów, i znów - i znowu. Kto po wielokroć brnął
mozolnie w górę stromym stokiem, dysząc powietrzem innym niż gdzie
indziej, smakując zapachy jakich nie zna z domu, by - kiedy już
wdrapie się tam, hen pod chmury - dać się porwać euforii,
oszołomiony przez Przestrzeń.
Tak chłonął góry On - Mistrz Harasymowicz. Z Jego
zachwytu zrodziły się wiersze, które malują Beskidy w taki sposób,
że - słuchając - nie trzeba nawet przymknąć oczu, aby znów tam być,
i smakować na wszystkie sposoby.
Smakowałem je więc w tę ponurą niedzielę: słowa
niesione na dźwiękach gitar, i wzbierała tęsknota do dymów ognisk,
do gwiaździstych nocy. Do mglistych poranków. Do przyjaźni
zrodzonych kiedyś tam, gdzieś na szlaku. I zapadały gdzieś głęboko w
duszę proste słowa. I chciało się powtarzać jak On kiedyś, jak ja za
młodu, jak teraz Oni, na scenie: „W górach jest wszystko co kocham".
Ten piękny wieczór, w Domu Harcerza, w dawnym kinie „Watra" -
przeżyliśmy dzięki kilkunastu młodym artystom. Grali i śpiewali:
zespół Gosia i Przyjaciele, Martyna Lemańczyk, grupy Dom o Zielonych
Progach i Na Bani. Na koniec - z zadumy wyrwał publiczność Bartosz
Kalinowski, którego ktoś określił (może ciut na wyrost, ale coś w
tym jest)... gdańskim Wysockim.
Zespoły Dom o Zielonych Progach i Na Bani nagrały
(wraz z nieobecnym w niedzielę ansamblem Bez Zobowiązań)
płytę pod nazwą „W górach jest wszystko co kocham" z piosenkami do
tekstów Jerzego Harasymowicza i Tomasza Borkowskiego (na co dzień -
dziennikarza „Głosu Wybrzeża"). Koncert odbył się pod patronatem
Polskiego Klubu Przygody. Janusz CZERWIŃSKI
"Ludzie są jak góry, które noszą w sobie...''—
śpiewał zespół Na Bani, a publiczność zgromadzona w Rotundzie
wtórowała, i klaszcząc, wybijała rytm „nowego hiciora" Podczas
sobotniego koncertu nad autorskimi pieśniami przeważały jednak
utwory starsze, dobrze znane osobom regularnie pokonującym górskie
szlaki. Te do słów mistrza Wojciecha (Bellona) i mistrza Jerzego (Harasymowicza).
To właśnie pamięci drugiego z wymienionych poetów poświęcony był
krakowski koncert z cyklu „W górach jest wszystko, co kocham...".
Aby oddać mu cześć, do Rotundy przyszło kilkaset osób. Zarówno dolna
sala, jak i balkon wypełnione były szczelnie. Publiczność rzadko
włączała się jednak do śpiewu i zabawy.
Być może wynikało to z niesprzyjającej aury na
zewnątrz. A może z nostalgicznego charakteru większości kompozycji.
Zespoły Na Bani i Bez Zobowiązań zagrały bowiem głównie nastrojowe,
gitarowe ballady. Podobnie zresztą jak prowadzący wieczór poeta z
Krakowa Przemysław Rojek. Nieco energetycznej wypadła tylko grupa
Dom o Zielonych Progach, która śpiewała skoczne piosenki ze szlaków
na męski głos wiodący i kilkuosobowy żeński chór.
Szkoda tylko, że w Rotundzie nie było jak w
schronisku w Tatrach czy przy ognisku w Bieszczadach.
Bo muzyka z górskich szlaków najlepiej sprawdza się
w wykonaniu na wiele głosów i rąk. AK