|
|
DESZCZ NAD JAWORZYNĄ
Z wiarą w przesądy bywa różnie: jedni wierzą,
inni nie wierzą, jeszcze inni twierdzą, że nie wierzą, a mimo to wolą
z Czarnym Kotem dróg nie krzyżować. Weźmy na przykład taką scenkę
rodzajową: odpoczynek przed kolejnym dniem górskiej wędrówki, gitarki,
imprezka, turystyczne pieśni stare i nowe. I nagle wybucha żywiołowa
dyskusja na temat przesądów: śpiewać, czy nie śpiewać? Spadnie
deszcz, czy też zaśpiewanie piosenki nie może mieć wpływu na zmianę
aury? Naukowcom pozostawiam ustalenie, czy słuszne są obawy, że śpiewanie
piosenki „Jaworzyna”, (bo o nią właśnie chodzi) spowoduje
załamanie pogody. Faktem pozostaje, że chęć śpiewania tej piosenki
jest równie wielka, jak obawy przed konsekwencjami tego czynu. A oznacza
to, że piosenka jest popularna i bliska sercom muzykujących wędrowców,
mimo że od jej napisania upłynęło już sporo czasu.
Należy dodać, że nie jest to jedyna piosenka Jurka
Reisera, człowieka będącego filarem popularnej jakiś czas temu grupy Browar Żywiec. Ich
piosenki są umieszczane w większości turystycznych śpiewników.
Rejestrację dźwiękową można odnaleźć na wydanej na początku lat
dziewięćdziesiątych kasecie. Piosenki na niej zostały podzielone na
dwie grupy tematyczne: „O nas” i „O naszych
drogach”. Druga zawiera piosenki stanowiące impresje z górskich
wędrówek, pierwsza - to utwory bardziej osobiste. W rzeczywistości
jednak niemal wszystkie piosenki grupy Browar Żywiec
łączą i przeplatają ze sobą oba wątki. Tym, co stanowi swoiste spoiwo, a zarazem wyróżnik,
są niezwykle plastyczne obrazy, które towarzyszą słuchaniu. Rozgrzane
letnim dniem miejskie ulice i place w oprawie przedwieczornego zmierzchu
(piosenka „Nie chodź tam”), czy dojrzała wiosna przemieniająca
się powoli w lato („Panna Kminkowa”), są niemal namacalne.
Warto poświęcić trochę czasu na odszukanie tych
nagrań, bo grupę Browar Żywiec nie za często można ostatnio spotkać
na koncertach. Mnie udało się, zupełnie niedawno, spotkać Jerzego
Reisera w górach. Grał. Jeśli go kiedyś napotkacie, to znajdźcie
chwilkę, żeby się przysiąść i posłuchać. Nie będziecie żałować.
Na koniec jeszcze przypowieść z życia wzięta.
Jeden z moich przyjaciół pomylił się kiedyś śpiewając piosenkę
„Wieczór” poznanej niewiele wcześniej dziewczynie. Niewinna
pomyłka: „...Świeć NAM gwiazdo w tę noc…”, zamiast
„…Świeć MI…”. Od dwóch lat są małżeństwem.
(Kostrzyńscy, to o was). I jak tu nie wierzyć w przesądy?
|
|