|
|
Wszystko to zaczęło się nie w górach wcale,
ale gdzieś pod Częstochową, na „gierkówce”, w trakcie podróży
autostopem. Napotkany wówczas Bardzo Poważny Pan Kierowca Biznesmen W
Garniturze i Super Furze, w trakcie konwersacji, która zaczęła się dość
typowo jak na takie okazje, przyznał się, że też był kiedyś
studentem. I może spotkanie biznesmena z wyższym wykształceniem wcale
nie byłoby dla mnie przedmiotem wspomnień, gdyby nie fakt, że „ten mój”
był (bagatelka - trzydzieści lat wcześniej) organizatorem pierwszych
edycji Giełdy Piosenki w Szklarskiej Porębie. Podróż upłynęła na
wspominaniu wojskowej grochówki, którą raczeni byli uczestnicy, nocy
pod gwiazdami nieprzyćmionymi światłem elektrycznych latarni i wspólnych
śpiewów przy ognisku. To właśnie wtedy dowiedziałem się, że
pierwsze edycje giełdy odbywały się bez żadnego nagłośnienia.
Wszyscy spotykali się wieczorami przy ognisku i tam wymieniali pieśni
przyniesione w plecakach prosto z gór.
Nie pamiętam już, kto pierwszy powiedział mi o tym, że w Gorcach pod koniec lata odbywa się jakaś impreza śpiewana.
Nazwy wtedy chyba też nie zapamiętałem. Po prostu nie specjalnie wierzyłem,
że współczesna impreza może odbywać się na bazie namiotowej, że bez
prądu, że ludzie przychodzą i śpiewają. Dopiero bardziej szczegółowe
relacje „naocznych świadków” uzmysłowiły mi, że mam, być może
niepowtarzalną, okazję na odbycie podróży do źródeł, na swoisty powrót
do muzyczno–turystycznych korzeni.
Na bazę dotarłem w środku nocy, niespecjalnie licząc
na cokolwiek oprócz miejsca pod namiot. Powitała mnie niezawodna i
niestrudzona Bazowa Marta, częstując gorącą herbatą. I już poczułem
się, jak w domu. Dalej było tylko lepiej. Ognisko, gitarki i gwiazdy, którym
w sierpniowe noce przystoi spadać w ilościach tak na co dzień
nieprzyzwoitych, że czasem brakuje marzeń. A Gorcstok miał się zacząć
dopiero następnego dnia…
Rano zwiedziłem bazę kuchennego NS-a oraz przemyślnie
wykonane zadaszenie dla publiczności. Hala wokół przez cały dzień
rozkwitała. Poznałem organizacyjną stronę „amfiteatru” - scenę,
wydzieloną kolejno dostawianymi namiotami schodzących z wędrówek
miłośników górskiej muzyki. Kiedy nadszedł zmierzch i zabrzmiał gong
w postaci bazowej patelni, wszyscy zgromadzili się w okolicach
„amfiteatru”. Zapłonęły „jupitery” ze świeczek i rozpoczął
się koncert. I tu czekały mnie kolejne niespodzianki. Wykonawcy występowali
kolejno na scenie, ale nie było jurorów oceniających ich wykonania.
Okazało się, że wcale nie jest to ważne ani potrzebne do prowadzenia
wymiany pieśni, myśli i klimatów. Największa jednak niespodzianka
czekała mnie ze strony publiczności, dość licznie zgromadzonej w
okolicach sceny. „Ja już prawie zapomniałem, Jano, jakie to jest ważne,
żeby się ludzie nawzajem słuchali”, chciało się powiedzieć słowami
piosenki zaprzyjaźnionego gdańskiego zespołu. W tej scenerii rzeczywiście
nie były potrzebne głośniki i mikrofony. Pośród wspólnego zasłuchania
i górskiego zmierzchu, pieśni niosły się same.
Spotkania na Gorcstoku przebiegają co roku w podobny
sposób. Ludzie przychodzą, rozbijają namioty, występują, lub słuchają
występów. O zmierzchu spotykają się w „amfiteatrze”. Zwykle około
północy impreza przenosi się do ogniska i rozpoczyna się część
spontaniczna, czyli wspólne śpiewanie do rana. Coś jednak sprawia, że
za każdym razem atmosfera jest inna i niepowtarzalna. Zapewne dlatego, że
atmosferę tworzą ludzie, którzy na Gorcstok przychodzą…
W czasie
Gorcowskich spotkań poznałem kilka osób, których nazwiska i piosenki
od dawna były mi bliskie: Pawła Orkisza, Basię i Staszka z zespołu
Mikroklimat, Agatę z grupy Elekt, Kasię Spólnik (Hrynkiewicz), czy
Jurka z Grupy Browar Żywiec.
Kilka innych, wcześniej nie znanych, stało mi się bliskimi w trakcie
Grocstokowych spotkań. To chyba dobry czas i dobre miejsce na trafianie
na pokrewne sobie dusze.
W tym roku pod koniec wakacji pewnie znów wezmę na
plecy gitarę, namiot i ruszę znajomymi ścieżkami na halę pod szczytem
Gorca w Gorcach. Może się spotkamy.
Tomek Jarmużewski
PS. Warto wziąć coś od deszczu. Powiadają, że
jeszcze nie było takiego Gorcstoku, żeby nie popadało.
PPS. Jak nie masz przekonania, że koniecznie tam
musisz być, to się lepiej zastanów. Tam naprawdę jest pod górkę.
PPPS. Jeśli myślisz, że masz przekonanie – to
wcale nie oznacza, że je masz. Żeby to sprawdzić, proponuję mały teścik.
Spróbuj samodzielnie znaleźć informacje, kiedy impreza się odbywa.
PPPPS. Gorce są ładne również w innych
terminach…
O Jerzym Reiserze i grupie
Browar Żywiec w tegorocznym Yapowniku przeczytać można nieco więcej.
|
|