podrozewgorka
wtorek, 02 sierpnia 2011 13:53

Wgórek w Queenstown i Fiordach Nowozelandzkich

nowazelandiaQueenstown to jedno z najbardziej popularnych miejsc w kraju. Miasteczko położone pośród wysokich, skalistych gór, nad jeziorem. Tu jest już znacznie chłodniej - ja chodzę w dwóch moich polarach i wieczorem w polarowym kapturze. Chodzimy chwilkę po mieście, jemy kolacje nad rzeczka w centrum. Wokół kafejki, klimatyczne restauracje, wszędzie muzyka, która dobiega z barów, od ludzi grających, siedzących na skwerkach i na gitarach, po mieście chodzi dużo ludzi z górskimi plecakami. A gdzie nie spojrzeć ponad budynki, to widać góry. Fajna atmosfera.
Wyjeżdżamy po zmroku. Jedziemy kilkanaście kilometrów za Queenstown, aż znajdujemy fajne miejsce do spania.

*

Wstajemy i w drogę. Jedziemy z widoczkami na góry i jeziora. Dojeżdżamy do Te Anau - największego miasteczka w regionie. Tu wszyscy wszystko rezerwują i stad ruszają na podbój Parku Narodowego Fjordland (ja ten obszar nazywam Fiordlandią). To teren mniej więcej 100km na 300km - dziki, pełen gór i fiordów. Jedyna droga w głąb tego regionu jest na północy i prowadzi do Milford. Tam też jedziemy. Urocze miejsce. I jednocześnie pełna komercha. Wszyscy kupują tu rejs po fiordzie. W Fiordlandii są bardzo znane szlaki turystyczne - żebyście wiedzieli, jakie pieniądze ludzie w tym kraju umieją zrobić na turystach-plecakowcach. Jest w Nowej Zelandii 9 szlaków znanych jako Great Walk. Oznacza to, że jest to znany szlak, często w skali światowej i przejście go jest na liście obowiązkowych rzeczy do zrobienia u przeciętnego turysty. Najsłynniejszy jest Milford Track. Zaczyna się on wlaśnie w Milford. Płynie się łódką na drugi koniec jeziora i stamtąd zaczyna się 4-dniowa wędrówka. Noclegi są w chatkach. Za takie 3 noclegi płaci się 250zl i nie ma tam zbytnich wygód. Rozbijanie namiotu na szlaku zabronione. Po dojściu do końca statek zabiera pasażerów do Te Anau. Wyjść na szlak nie można tak sobie - trzeba zarezerwować wyjście. Na Milford Track pierwsze wolne miejsca sa za jakieś 1,5 miesiąca. Oglądałam książkę ze zdjęciami ze szlaku. Dla tych, co byli w górach w Rumunii i Norwegii, nie jest to zbyt duża rewelacja. Tyle, że w Europie nie dostanie się certyfikatu przejścia słynnego Milford Track. Jest też kilka innych takich szlaków. My jednak z Milfordu wracamy do Te Anau :)

Czytany 1871 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone (*) są wypełnione.
W treści wiadomości możesz używać podstawowych znaczników HTML.