podrozewgorka
poniedziałek, 16 stycznia 2012 16:03

Wgórek w Kambodży

Zajeżdżamy do miejsca jakieś 500 metrów przed granicą, gdzie pracownicy jakiegoś biura mówią, że załatwią nam wizy. Oczywiście, tak jak się spodziewałam, po 1000B (90 zł), a nie po 20$ (60 zł) - a taki jest koszt wizy. No więc mówię, że tyle nie dam, bo wiza kosztuje 20$. Na to gość, że mogę sobie więc sama iść na granicę i próbować, ale mam się liczyć z tym, że autobus nie będzie na mnie czekał. Jednak szybko się z tego ostatniego wycofuje. Cała reszta mojego autobusu nie protestując zgadza sie na 1000B. Jedynie dwóch Kambodżańczyków idzie za mną na przejście i do asysty dostajemy człowieka z biura, co by pokazał nam, gdzie mamy czekać. Pieczątki wyjazdowe z Tajlandii i po chwili jesteśmy po kambodżańskiej stronie. Dwóch panów w mundurach siedzi obok budki. Nasz "przewodnik" chce zabrać moich kambodżańskich znajomych dalej, ale ja ich proszę, aby na mnie poczekali. Oni widząc jakie są intencje przewodnika i chcąc mi pomóc, decydują się poczekać. Wypełniam wniosek i proszą mnie o 800B (72 zł). Odpowiadam, że chcę zapłacić w dolarach. No to 20$ i 100B. Ja na to, że wiza kosztuje 20$ i że pytałam się o to w mojej ambasadzie. I zanim oni mi odpowiadają, pokazuję na turystów-Kambodżańczyków - proszę się ich spytać. Na to jeden z chłopaków robi wielki uśmiech do pogranicznika, ja wręczam mu 20$ i po chwili mam gotową wizę :) Słyszałam, że to rzadka sztuka, aby dostać tę wizę w tej cenie, więc cieszę się ogromnie i dziękuję moim znajomym za wsparcie.. Miałam jeszcze w zanadrzu przygotowane napisane przeze mnie pismo "z ambasady" (ambasady polskiej w Kambodży nie ma, ale oni raczej o tym nie wiedzą) z telefonem do innej ambasady z UE - treść pisma mowiła o cenie wizy i podawała numer telefonu, gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości. Na szczęście nie musiałam go użyć :)

Wypełniamy jeszcze medyczny papierek, że jesteśmy zdrowi, pieczątki i w drogę. Po drugiej stronie busik dojazdowy zabiera nas na terminal kawalek od przejścia. Z terminalu można wziąć taksowkę po 12$ do Siem Reap lub autobus za 9$ (czyli za ten odcinek zapłacić tyle, co ja za trasę Bangkok-Siem Reap! Bo dałam za bilet 300B = ok. 27 zł). A my musimy czekać 2 godziny na inne grupy turystów.

Kambodża ma swoja walutę, ale wszystko tu kupuje się w dolarach (a przynajmniej turyści kupują w dolarach), więc pieniędzy w żadnym razie wymieniać nie trzeba. Czekając na przejściu spotykam cudownych Polakow podróżujących z córeczką. Siedzimy i rozmawiamy ze 20 minut. W końcu koło 15tej podstawiają autobus. Fajny - klimatyzowany. Wsiadamy i... czekamy. Godzinę, dwie. Mimo, że autobus jest pełny, a bagaże upakowane do granic możliwości, dalej czekamy. No i przyjeżdżają kolejne 3 osoby i... nie ma miejsca, więc muszą wziąć taksowkę - nie wiem na jakich zasadach, ale wygladają na niezadowolonych. W autobusie poznaję Shaia z Izraela, dwójkę sympatycznych Francuzów i parę Polaków.

Ruszamy w końcu o 17:15. Okolica wygląda na bardzo, bardzo biedną - widać dużą różnicę w porównaniu z Tajlandią. Po półtorej godziny jazdy kierowca robi przerwę na pół godziny na jedzenie, mimo że nikt z autobusu tego nie chce. Oczywiście jest to biznes, co by kupić jedzenie w knajpce, w której są jego znajomi. Wszyscy w autobusie są bardzo zmęczeni, powinniśmy być na miejscu o 18tej, a jest już po i mamy jeszcze sporo drogi. Mówię kierowcy, że nie chcemy się zatrzymywać. Niezbyt go to obchodzi. No i tak dochodzi do dyskusji, włącza się jeden Niemiec, reszta turystów stoi dookoła, widać, że się zgadzają, ale wolą się nie odzywać. Kierowca mówi, że on za nic nie odpowiada, że jakaś firma tylko wynajmuje jego autobus i że on nic nie wie. Oczywiście jest to nieprawda, jak i wiele innych rzeczy. Wszyscy wiemy, że plan jest taki, aby nas wymęczyć ile się da, dowieźć późnym wieczorem, zmusić do wzięcia drogich tuk-tuków i zgodzić się na droższe hotele. Kierowca kończy swój wywód, że gdyby nie to, że jestem turystką, to już dawno by mnie uderzył, bo Kambodżanki, które się nie zgadzają, się bije. No więc po półgodzinnej przerwie wsiadamy z powrotem do autobusu. Kierowca oznajmia nam, że autobus nie zatrzyma sie w Siem Reap, tylko 5 km od Siem Reap, w jego biurze, gdzie będą czekać na nas tuk-tuki. "Za 2-3$ - co to dla Was!" Tego już jest za wiele dla kolejnych ludzi. Odzywa sie bardzo głośno Izraelczyk, para Polaków i Niemiec. Reszta autobusu dalej siedzi cicho - i to jest najbardziej dla nas smutne. Kierowca twierdzi oczywiście, że do miasta nie może wjechać. Ale obserwujemy jego trasę i mamy wrażenie, że jedzie właśnie do centrum miasta i w samym centrum wjeżdża w jakąś ciemną uliczkę, i po 500 metrach się zatrzymuje. Tak jak się spodziewaliśmy - w tej ciemnej uliczce nagle pojawia sie 20 tuk-tukow i cena jest 5$ (normalnie po miescie jest 1$). Ja i Shai stwierdzamy, że nie będziemy tego wspierać i idziemy ciemną uliczką z powrotem do centrum. A cała pozostała ekipa płaci po te 5$ za tuk-tuka! I to jest dla nas szok - nie zachowanie kierowcy, ale zachowanie innych turystów.

Po przejsciu 100 metrów okazuje się, że jednak są inni ludzie, ktorzy za nami idą - i kto to jest? Oczywiście Polacy. Tak, jak my, nie chcą mieć nic wspólnego z taką akcją. Po 5 minutach jesteśmy na głównej drodze, gdzie tuk-tuki są już po 1$, a po 15 minutach znajdujemy osiedle tanich guesthousów. Pytamy się w jednym bardzo ładnym o ceny. 5$ za pokój. A pokoje są tak wypaśne, że hej. Każde z nas bierze jeden pokój. Ja mam śliczny nowopomalowany z łazienką, dwoma wielgaśnymi łóżkami - po prostu super. W cenie ręczniki, pościel, mydło i szczoteczki do zębów. I na recepcji ludzie są przyjaźni. Idziemy z Shaiem na stację benzynową, kupić coś do picia. Ja znajduję miejsce, skąd można wziąć rower następnego dnia. Atmosfera jest zupełnie inna, niż w Tajlandii. Taka bardziej przygnębiająca, ludzie są widać bardzo biedni, bardziej zdołowani. Turyści są dla nich bardziej chodzącym pieniądzem, niż ludźmi (oczywiście nie dla wszystkich, ale czuje się tu mocno taką atmosferę). W Tajlandii była policja turystyczna - tu raczej policja wsparłaby miejscowych, niż pomogła turyście.

Czytany 1848 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone (*) są wypełnione.
W treści wiadomości możesz używać podstawowych znaczników HTML.